czwartek, 2 stycznia 2020

PS_ Dzieci mają prawo do (rzetelnej) edukacji seksualnej



Zgodnie z definicją słownika języka polskiego edukacja to „wychowanie, wykształcenie”. Edukacją dzieci zajmują się zarówno ich rodzice, jak i specjalne instytucje państwowe: przedszkola, szkoły, uczelnie. Zazwyczaj podział obowiązków między te dwie „instytucje” jest jasny i działa na zasadzie wzajemnego uzupełniania się. Dzieci na lekcjach robią zadania, a poza szkołą rodzice pomagają im odrobić prace domowe czy przygotować się do sprawdzianu. Gdzie w tym wszystkim (o ile ma swoje miejsce) powinna znaleźć się edukacja seksualna?


W raporcie Contraception Atlas, Polska wypadła pod tym względem najgorzej w Europie - zostaliśmy ocenieni zaledwie na 31,5% . Przegoniły nas nawet Rosja, Białoruś czy Węgry. Ten coroczny raport przygotowywany przez ekspertów Europejskiego Forum Parlamentarnego ocenia politykę rządów poszczególnych krajów w zakresie dostępu do podstawowej wiedzy na temat planowania rodziny czy antykoncepcji (jak i dostępu do niej oraz refundowania). Liderami są Francja i Belgia (90,1%).

Edukacja seksualna w szkołach prowadzona jest w formie zajęć wychowania do życia w rodzinie (WDŻWR). Są one prowadzone od ostatnich klas szkoły podstawowej, zazwyczaj przez jedną godzinę w tygodniu. Wśród najczęściej wymienianych zastrzeżeń znajdują się: okrojona tematyka, nie zawsze kompetentni nauczyciele (często katecheci), dzielenie zajęć między chłopców i dziewczynki. Jak podkreślają seksuologowie i eksperci od dziecięcej edukacji zajęcia te powinny być prowadzone już od najmłodszych lat, a ich tematyka powinna być dostosowana do wieku. Zamiast uczyć gimnazjalistów i licealistów jak planować ciążę, lepiej uczyć ich o dojrzewaniu, o szacunku dla sfery osobistej drugiej osoby, a przede wszystkim o tym, jak dbać o swoje bezpieczeństwo.

Jednak rodzice często nie zgadzają się na to, żeby ich dzieci uczestniczyły w zajęciach z WDŻWR. Bardzo często kieruje nimi obawa i przekonanie, że tematy poruszane na zajęciach są niestosowne dla dzieci. Przecież 20 lat temu nie mieli takich zajęć w szkole, więc nie widzą potrzeby wprowadzania ich teraz, trudno się im dziwić. Z jednej strony, zgodnie z artykułem 48 Konstytucji RP, rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i poglądami. Z drugiej jednak, dzieci mają prawo do niezbędnej wiedzy w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa i ochrony swojego zdrowia.

Jakie jest zatem rozwiązanie obecnego dylematu? Przede wszystkim dialog z argumentacją odnoszącą się do faktów, nie emocji. Edukacja seksualna w szkołach ma duży potencjał i mogłaby wnieść dużo rzetelnej wiedzy. Rodzice powinni się zastanowić czy naprawdę wolą, żeby ich dzieci czerpały informacje na tak poważny temat z internetu, gdzie każdy może napisać, co tylko mu się podoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz